RSS
środa, 05 września 2018
Milczenie

Słuchaj, mój synu, milczenia.
Jest to milczenie rozfalowane,
milczenie,
które obala echa i doliny
i które czoła nachyla
ku ziemi.

Federico Garcia Lorca, przeł. Carlos Marrodan (1921)


Doskonałość koła

Tajemnicą się kończą
Szeregami od szczytu
Zwieńczone linią
Wierną spojrzeniu,

Jasne, przyjemne
Mury tajemnicy,
Niewidzialnej we wnętrzu
Bloku powietrza.

Jej światło jest boskie:
Tajemnica bez cienia.
Cień ukazuje
Maski znikczemnienia.

Tajemnica doskonała,
Doskonałość cyrklowa,
Koło cyrkowe,
Tajemnica nieba.

W pełnej tajemnicy
Kryje się, a olśniewa.
- Kto? Bóg? Poemat?
- Tajemnica.

Jorge Guillen, przeł. Zofia Szleyen (ostatnia wersja 1950)

Za: Struktura nowoczesnej liryki, s. 317, 339
16:58, vivincia
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 28 sierpnia 2018
W negatywie

To dziwne
Strzelano seriami
do nas a wachlarz pocisków nigdy mnie nie trafił.
W każdym razie szybko dostanę odprawę
może na papierze urzędowym z przeznaczeniem
dla któż wie jakiego biurokraty, i możliwe
że niczego innego nie trzeba. Najgorsze już przeszło.
Teraz zbyteczne są dokumenty, teraz
zbyteczne jest i to co najlepsze. Nie było
niczego, absolutnie niczego za nami,
i niczego rozpaczliwie nie kochaliśmy bardziej od tego nic.


[...]

historię Zagłady zna garstka
przyzwoitych ludzi
którzy i bez Holokaustu
umieliby się zachować

kalendarium Auschwitz powinno być codzienną lekturą
zamiast Biblii

[...]

przeżyli głównie silni i sprytni
prawdziwy obóz poznalibyśmy z relacji pomordowanych


Eugenio Montale (Zapiski z czterech lat, s. 72, 15)


10:19, vivincia
Link Dodaj komentarz »
sobota, 25 sierpnia 2018
Petrichor, esencja kamienia:

Są to wszystkie rzeczy, które przywołuje na myśl. Z opadłych płatków kwiatów, drobinek dębowego mchu, pyłków, żywicy i wysuszonych grzybów wsiąka w ziemię ogromny zestaw wonnych esencji, wchłanianych przez porowate skały i glinę. Podczas następnego deszczu cząsteczki zapachu są uwalniane ponownie do atmosfery i budzą na nowo wspomnienia składników, z których powstały.

Richard Mabey, The Perfumier and the Stinkhorn
11:32, vivincia
Link Dodaj komentarz »
piątek, 24 sierpnia 2018
O poezji nowoczesnej

Poemat umysłu w akcie odnajdywania
Tego, co będzie odpowiednie. Kiedyś nie musiał
Szukać: scena była przygotowana; poemat powtarzał
Wcześniej napisany scenariusz.
                                             Potem cały teatr zamieniono
Na coś innego. Jego przeszłość odeszła do lamusa.

Musi być żywy, musi opanować mowę konkretnego miejsca.
Musi stawić czoło mężczyznom tego czasu i wyjść na spotkanie
Kobietom tego czasu. Musi myśleć o wojnie
I odnajdywać to, co będzie odpowiednie. Musi
Budować nową scenę. Musi stanąć na tej scenie
I, jak zdesperowany aktor, powoli
I z uwagą wypowiadać słowa, które już w uchu,
Najdelikatniejszym uchu umysłu, powtarzają
Dokładnie to, co samo chce usłyszeć. Na ten dźwięk
Niewidoczna publiczność zaczyna słuchać,
Nie sztuki, ale samej siebie, wyrażonej
W uczuciu jakby dwojga ludzi, jakby dwóch
Uczuć zlewających się w jedno. Aktor jest
Metafizykiem w ciemności, szarpie
Instrument, szarpie obojętną strunę, która wydaje
Dźwięki wpadające czasem w zgoła czyste tony,
Obejmujące cały umysł, poniżej którego zejść nie potrafi,
Poza który nie chce wykroczyć.
                                             Musi
Być odnajdywaniem zadowolenia, może
Być o mężczyźnie na łyżwach, tańczącej kobiecie, kobiecie,
Która czesze włosy. Poemat jako akt umysłu.

                                    Wallace Stevens (Żółte popołudnie, s. 52)

13:05, vivincia
Link Dodaj komentarz »
środa, 08 sierpnia 2018
Prawdziwą pokorą nie jest zgoda na własne kalectwo jako na próbę, na swoją chorobę jako na krzyż, ani złożenie w ofierze pretensji i ambicji, nawet sumienia. Prawdziwa pokora to zadowolenie.

Henri-Frédéric Amiel
18:25, vivincia
Link Dodaj komentarz »
sobota, 07 lipca 2018
   - Mój ulubiony kolor - rzekła Betty - to zieleń Nilu. Mój drugi ulubiony kolor to brzoskwiniowy.
   - Mój to marynarski granat na dzień - odparła Ginewra - i malina na wieczór.
   - Nie, w granacie wyglądałabyś za chudo. Do twojej cery pasują raczej pastele.
   - Mój ideał kreacji wieczorowej - powiedziała Ginewra - to suknia z malinowego szyfonu ze stanem wyszywanym cekinami, czepeczek Julii, rozcięte bufki, wachlarz ze strusich piór i długi tren.
   - Mój - odrzekła Betty - to brzoskwiniowa suknia z matowej satyny, takie same szpilki, pelerynka trzy czwarte z białych lisów z kapturem i operowe rękawiczki do ramion z koźlęcej skórki glacé.

James Schuyler, Alfred i Ginewra, przeł. Marcin Szuster
21:15, vivincia
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 03 lipca 2018
Aida (2. z Czterech oper)

Urodziwa, milkliwa, to znaczy po rosyjsku ledwie składa słowa,
Lubię jej otoczenie, pierniki, cukier razem z całą chałwą,
Cała i wszelka chałwa emanuje chwałą,
Gdy ona stoi w kącie i odważa towar.

Jej palce biorą za boki gorzkie pomarańcze, za szyję jędrną
Zielonkawe, zdeptane gruszki, które słodko jęczą,
Ciemne ciało bakłażana zanurza w białym
Ciele chrzęszczącego plastiku; i rodzi się cennik.
A hurma dla niej - jak matka, ona na nią nie patrzy
I wstydzi się swojej publicznej profesji.

Zadaję jej pytanie, ona nie odpowiada,
Podchodzę jak złodziej, nie oprze się złodziejowi,
Jej słaba, jej tania siła robocza
Cała skupiona jest w rękach i nie udźwignie rozmowy [...].

Maria Stiepanowa, przeł. Zbigniew Dmitroca
21:50, vivincia
Link Dodaj komentarz »
sobota, 24 lutego 2018
Przyszła pora gdy córka zapragnęła udać się na łąkę,
by nazrywać kwiecia przygody i uczuć. Jako dzieweczka
wybijała kamieniami okna obcym ludziom bo trudno wybijać szyby
swoim bogom. Tam mówią: Nie strzela się bogini w okno. Lecz dziewczę
lat dwudziestu i trochę
planowało plany, roiło rojenia, miało bardziej świadomą nadzieję,
urwać się swojej Meter. Chciała być zawód reporter, szastać się po świecie,
żadnej rodziny i żadnych, w mordę, zobowiązań.


Bożena Keff, Utwór o Matce i Ojczyźnie, s. 23
18:34, vivincia
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 11 lutego 2018
     Rzeczą podstawową jest świadomość.
     Przedmiot - podmiot, nic ponadto.
     1. świadomość nie może być mechanizmem, nie można jej też rozłożyć na części, bo nie ma ona części. Jest czymś kompletnym.
     2. świadomość nie może być uwarunkowana nauką, bo to ona umożliwia naukę. Nauka jednak nie może nam wyjaśnić czegokolwiek ze świadomości.
     Świadomość nie jest mózgiem ani ciałem, bo jestem świadom mózgu, ale mózg nie może być świadomy.
     UWAGA: nie wolno wyobrażać sobie świadomości jako organizmu bądź zwierzęcia.


Gombro o Kancie (Kurs filozofii w sześć godzin i kwadrans, s. 27)
17:24, vivincia
Link Dodaj komentarz »
środa, 24 stycznia 2018
19:57, vivincia
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 01 stycznia 2018
Bloomowska poetka ma nadzieję, że uda jej się uczynić z przeszłością to, co przeszłość usiłowała z nią uczynić: sprawić, by sama przeszłość, nie wyłączając tu tych procesów przyczynowych, które na ślepo odcisnęły się na wszystkich jej czynach, nosiła jej znamię. Sukces tego przedsięwzięcia - przedsięwzięcia powiedzenia przeszłości "Tak chciałam" - oznacza powodzenie w tym, co Bloom nazywa "daniem samemu sobie początku".

Richard Rorty ("Przygodność, ironia i solidarność",
przeł. Wacław Jan Popowski, Warszawa 1996, s. 54)
o "Lęku przed wpływem" Harolda Blooma
16:14, vivincia
Link Dodaj komentarz »

Poetry Is a Destructive Force


That's what misery is,
Nothing to have at heart.
It is to have or nothing.

It is a thing to have,
A lion, an ox in his breast,
To feel it breathing there.

Corazón, stout dog,
Young ox, bow-legged bear,
He tastes its blood, not spit.

He is like a man
In the body of a violent beast.
Its muscles are his own . . .

The lion sleeps in the sun.
Its nose is on its paws.
It can kill a man.

Wallace Stevens
15:50, vivincia
Link Dodaj komentarz »
piątek, 22 grudnia 2017
Fałsz triumfował. Odniósł zwycięstwo nad powątpiewaniem, głupotą, litością i sentymentalizmem. Umacnialiśmy go sami przez nasze współczucie, przez lekkomyślną beztroskę i pociąg od zabawy. Uporczywość, z jaką Jimmy trwał w nieszczerym stosunku do nieuniknionej prawdy, stanowiła jak gdyby olbrzymią jakąś zagadkę, przejaw czegoś wielkiego i niezrozumiałego, co przejmowało chwilami podziwem i zgrozą; dla niektórych zaś było coś niezmiernie zabawnego w tem bałamuceniu Jimmy’ego zgodnie z jego własną wolą. Egoizm, utajony w czułości dla chorego, wyjrzał poprzez wzmagającą się trwożną niechęć, żeby nie patrzeć na jego konanie. Upór Jimmy’ego, nie uznający tej jedynej pewności, która dzień po dniu najwidoczniej się zbliżała, wytrącał nas z równowagi, jak coś przeciwnego naturze. Jego ocena własnego stanu tak dalece odbiegała od rzeczywistości, że można go było podejrzewać o dostęp do źródeł jakiejś nadnaturalnej wiedzy. Głupota jego sięgała natchnienia. Był wyjątkowy i działał na nas jakimś nadludzkim czarem; zdawało się, że krzyk jego sprzeciwu biegnie ku nam już z za tamtej, straszliwej granicy. Odcieleśnił się, jak widmo; kości policzkowe wystawały mu coraz bardziej, czoło się cofnęło; cała twarz była pokryta wklęsłemi plamami cienia; głowa, pozbawiona ciała, podobna była do odkopanej, czarnej czaszki, w której oczodołach osadzono dwie ruchome, srebrne kule. Demoralizował nas. Staliśmy się przez niego wysoce humanitarnymi, czułymi, skomplikowanymi dekadentami; odczuwaliśmy subtelność jego lęków, rozumieliśmy wszystkie jego wstręty, wzdrygnięcia się, wybiegi, krętactwa i ułudy — jak gdybyśmy byli przecywilizowanymi, strupieszałymi schyłkowcami, pozbawionymi istotnej wiedzy życia. Mieliśmy pozór ludzi, wtajemniczonych w jakieś haniebne misterja; zamienialiśmy ze sobą konspiracyjne, tajemne znaki, spojrzenia porozumiewawcze, znaczące półsłówka. Byliśmy niewymownie podli i nadzwyczaj z siebie zadowoleni. Łgaliśmy przed nim poważni, wzruszeni, uroczyści, jak gdyby sprawując jakiś obrządek moralny, za którzy mieliśmy otrzymać wieczną nagrodę. Stanowiliśmy chór, potakujący jego najdzikszym twierdzeniom, tak jak gdyby był miljonerem, działaczem politycznym lub reformatorem — a my ciżbą ambitnych matołków. Gdy ośmielaliśmy się poddawać dyskusji jego twierdzenia, czyniliśmy to na sposób płaszczących się pochlebców, tak, aby różniąc się w zdaniu, uwydatnić, że on ma słuszność, i zwiększyć jego sławę. Nadawał moralny ton naszemu światkowi, jak gdyby posiadał moc rozdawania zaszczytów, skarbów, lub udręczeń; a nie miał do rozdania nic, prócz pogardy. Była ona niezmierna; zdawało się, że przybywa jej coraz więcej, u miarę ubytku jego ciała, które dzień za dniem nikło w oczach. Ta pogarda — była to jedyna rzecz w nim — naokoło niego — sprawiająca wrażenie trwałości i siły. Żyła w nim niegasnącem życiem; przemawiała z jego czarnych, zawsze wydętych warg; wyzierała niesłychanie impertynencko z wielkich oczu, które wyłupiał ku nam nakształt gałek ocznych kraba. Wpatrywaliśmy się w nie z natężeniem. Nic więcej w nim się nie poruszało. Wykonywał niechętnie jakikolwiek ruch, jakby niedowierzając swej konsystencji cielesnej. Najlżejszy gest objawiał mu snać (i nie mogło być inaczej) upadek ciała i przeobrażał się w dojmującą duchową udrękę. Oszczędzał poruszeń. Leżał wyprostowany, z podbródkiem na kołdrze, w pewnego rodzaju chytrze obmyślonym, ostrożnym bezruchu. Tylko oczy jego błąkały się po naszych twarzach; te oczy pełne wzgardy, przenikliwe i smutne.

Joseph Conrad, Murzyn z załogi Narcyza, przeł. Jan Lemański
20:01, vivincia
Link Dodaj komentarz »
piątek, 15 grudnia 2017
Szoa - to słowo pełne czułości,
Teraz straszne
Zmusza nas do milczenia
Sza, spokój
Mówi się w jidysz
Sz! Sz! Mówi się po francusku.
Szoa ucisza wszystkie głosy
Otwarte usta krzyczą w udręce
Szoa, krótkie jak błyskawica
Czy ten niemy krzyk, którego żadne słowo
nie może ukoić
dusząc się, niesie świadectwo
nienazywalnemu, podłej wielkości
tego zdarzenia bez precedensu, Auschwitz.
Stało się: ist geschenen
Trzeba je wypowiedzieć.

Sarah Kofman, przeł. D. Głowacka

17:40, vivincia
Link Dodaj komentarz »
piątek, 24 listopada 2017
Z listów do przyjaciela

[...]

Masz rację.
Na retoryczne pytanie Theodora Adorno,
czy można pisać wiersze po Oświęcimiu,
godnie odpowiedział Paul Celan.
Odpowiedział wierszami, w których najważniejsze
są przerwy między słowami.
To milczenie człowieka, który doświadczył nieszczęścia,
który stał się ze strachu jąkałą.
Celanidzi w rozmaitych językach
odtwarzają styl poety.
Ale ten styl trzeba było przeżyć.
To - s t y l  ż y c i a.
Dzisiaj odgrywanie "tragedyji" wydaje mi się
niesmaczne i niegodziwe.
Ci, których zakopywano stosami,
wykrzyczeli to sami.
Tym, co przeżyli, pozostaje jedno:
usłyszeć własny oddech.
Niech żyje składnia,
ponieważ śmierć - to brak oddechu!

Igor Pomierancew, przeł. Zbigniew Dmitroca
16:06, vivincia
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 23 listopada 2017
Psalm

Nikogo, kto by nas na powrót ulepił z gliny i z ziemi,
nikogo, kto by mową ożywił nasz proch.
Nikogo.

Ciebie, Nikogo, chwalimy.
Tobie bądź miłe
nasze kwitnienie.
Tobie na-
przeciw.

Jednym Nic
byliśmy, jesteśmy,
pozostaniemy, kwitnąc:
Nicości różą, różą
Nikogo.

U niej
stylus jasny duszą,
nić pyłkowa płonna niebem,
korona czerwona
purpurą słowa, któreśmy śpiewali
ponad, o, ponad
cierń.

Paul Celan, przeł. Jakub Ekier


I z książką z Tarusy


                         Все поэты жиды

                         Marina Cwietajewa

Od
Gwiazdozbioru Psa, od
jasnej gwiazdy w nim i karłowatej
pochodni, która współtka
ku Ziemi odbite drogi,

od
pątniczych lasek, też tam, od Południa, obcych
i włóknom nocy bliskich
jak niepogrzebane słowa,
błąkające się
w zamkniętym kręgu osiągniętych
celów i stel i kołysek.

Od
przepo- i zapo- i obok-do-ciebie-,
od
nadpowiedzianego,
co leżąc tam czeka, któremuś
z własnych serc-kamieni podobne, wyplutych
wraz z ich nie-
zniszczalnym werkiem, w dal
nieużytku i niewczasu. Od takich
tykań i tykań pośrodku
sześcianów żwiru z
tą na tropach hieny do tyłu,
w górę śledzoną
przodków
listą Tych-
od-Imienia-i-Jego-
Krągłojaru.

Od
jakiegoś drzewa, jakiegoś.
Tak, też od niego. I od lasu co wkrąg. Od lasu
Nietknięte, od
myśli, z której wyrósł, jako głos
i półgłos i przegłos i wygłos, scytyjsko
zrymowany
w takcie
skroni przepędzonych
z
wdychanymi stepów
źdźbłami wpisanymi w serce
cezury godzin - do kraju,
z krajów
najdalszego, do
wielkiego wewnętrznego rymu
poza
strefą ludów niemych, do ciebie
wago mowy, wago słowa, ojczyzny
wago wygnanie.

Od tego drzewa, tego lasu.

Od mostu
bryły, od której
w życie się
wdarło, gotowe latać
od ran, - od
Pont Mirabeau.
Gdzie nie płynie już Oka. Et quels
amour! (Pisane cyrylicą, przyjaciele, też to
na grzbiecie żem wiózł przez Sekwanę
na grzbiecie przez Ren.)

Od listu jakiegoś, od niego.
Od Listu, od listu wschodniego. Od twardej
małej kupki słów, od
nieuzbrojonego oka, które on
ku tym trzem
gwiazdom w Pasie Oriona - Jakuba
laska, ty,
raz jeszcze przychodzisz odszedłszy! -
prowadzi na
mapie nieba, która się przed nim otwarła.

Od stołu, gdzie to zaszło.
Od słowa jednego, z tamtej kupki,
przy którym on, ten stół,
stał się ławką wioślarza, od rzeki Oki
i od wód.

Od pobocznego słowa, które
wioślarz przedrzeźnia zgrzytając w późnoletnią trzcinę
swej jasno-
słyszącej dulki:

Kolchida.

Paul Celan
, przeł. Paweł Piszczatowski
19:24, vivincia
Link Dodaj komentarz »
Ona nie potrafi się nawet rozzłościć - powiedziała Mi. - W tym tkwi całe nieszczęście. Słuchaj - mówiła dalej, podchodząc bliżej do Nini i patrząc na nią groźnie. - Nigdy nie będziesz miała własnej twarzy, dopóki nie nauczysz się bić. Możesz mi wierzyć [...].
Na pomoście stała cała Nini. Po rudą grzywką miała drobną, zagniewaną twarz z zadartym noskiem. [...] - Widać ją! Widać! - wołał Muminek. - Ona jest śliczna.

Tove Jansson, Opowiadanie o niewidzialnym dziecku
08:02, vivincia
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 30 października 2017
Nie wolno wam być starymi, zmęczonymi, zrezygnowanymi. Nie wolno wam smucić się, rozpaczać, załamywać ręce. Bóg jest wszędzie i to On o wszystkim decyduje. Jesteście ukochanymi dziećmi Boga i możecie mieć z Nim bezpośredni kontakt. Bóg was kocha. On powierzył wam zadanie - i musicie je wypełnić. W tym wszystkim, co wydaje się wam bezsensowne, jałowe, daremne, tkwi głęboko ukryty, cudowny cel.

Beszt
09:52, vivincia
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 26 października 2017
Jesteś tam,
gdzie są twoje myśli.

Upewnij się, czy twoje myśli są
na pewno tam, gdzie chcesz,
żeby były.


Chcąc być człowiekiem
prawdziwym, nie daj się
zwodzić ani aprobacie, ani
dezaprobacie innych ludzi.

Pracuj nad tym, by cudza
aprobata była ci zbędna,
a wówczas będziesz wolny,
mogąc być tym,
kim naprawdę jesteś.

Nachman z Bracławia
09:44, vivincia
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 03 września 2017

And Ut Pictura Poesis Is Her Name

You can’t say it that way any more.
Bothered about beauty you have to
Come out into the open, into a clearing,
And rest. Certainly whatever funny happens to you
Is OK. To demand more than this would be strange
Of you, you who have so many lovers,
People who look up to you and are willing
To do things for you, but you think
It’s not right, that if they really knew you …
So much for self-analysis. Now,
About what to put in your poem-painting:
Flowers are always nice, particularly delphinium.
Names of boys you once knew and their sleds,
Skyrockets are good — do they still exist?
There are a lot of other things of the same quality
As those I’ve mentioned. Now one must
Find a few important words, and a lot of low-keyed,
Dull-sounding ones. She approached me
About buying her desk. Suddenly the street was
Bananas and the clangor of Japanese instruments.
Humdrum testaments were scattered around. His head
Locked into mine. We were a seesaw. Something
Ought to be written about how this affects
You when you write poetry:
The extreme austerity of an almost empty mind
Colliding with the lush, Rousseau-like foliage of its desire to communicate
Something between breaths, if only for the sake
Of others and their desire to understand you and desert you
For other centers of communication, so that understanding
May begin, and in doing so be undone.


John Ashbery

23:28, vivincia
Link Dodaj komentarz »
środa, 16 sierpnia 2017
Jest piekielnie inteligentny, towarzysko zniewalający i na swój sposób (hrabski) bezwarunkowo uczciwy, tzn. wierny i b. lojalny wobec raz obranej kariery.

A. Wat, z listu do Jerzego Giedroycia
17:17, vivincia
Link Dodaj komentarz »
sobota, 15 lipca 2017
TRUTH, so far, in my book;—the truth which draws
Through all things upwards,—that a twofold world
Must go to a perfect cosmos. Natural things
And spiritual,—who separates those two
In art, in morals, or the social drift        5
Tears up the bond of nature and brings death,
Paints futile pictures, writes unreal verse,
Leads vulgar days, deals ignorantly with men,
Is wrong, in short, at all points. We divide
This apple of life, and cut it through the pips,—       10
The perfect round which fitted Venus’ hand
Has perished as utterly as if we ate
Both halves. Without the spiritual, observe,
The natural’s impossible,—no form,
No motion: without sensuous, spiritual       15
Is inappreciable,—no beauty or power:
And in this twofold sphere the twofold man
(For still the artist is intensely a man)
Holds firmly by the natural, to reach
The spiritual beyond it,—fixes still       20
The type with mortal vision, to pierce through,
With eyes immortal, to the antetype
Some call the ideal,—better call the real,
And certain to be called so presently
When things shall have their names. Look long enough       25
On any peasant’s face here, coarse and lined,
You’ll catch Antinous somewhere in that clay,
As perfect featured as he yearns at Rome
From marble pale with beauty; then persist,
And, if your apprehension’s competent,       30
You’ll find some fairer angel at his back,
As much exceeding him as he the boor,
And pushing him with empyreal disdain
For ever out of sight. Aye, Carrington
Is glad of such a creed: an artist must,       35
Who paints a tree, a leaf, a common stone
With just his hand, and finds it suddenly
A-piece with and conterminous to his soul.
Why else do these things move him, leaf, or stone?
The bird’s not moved, that pecks at a spring-shoot;       40
Nor yet the horse, before a quarry, a-graze:
But man, the twofold creature, apprehends
The twofold manner, in and outwardly,
And nothing in the world comes single to him,
A mere itself,—cup, column, or candlestick,       45
All patterns of what shall be in the Mount;
The whole temporal show related royally,
And built up to eterne significance
Through the open arms of God. ‘There’s nothing great
Nor small’, has said a poet of our day,       50
Whose voice will ring beyond the curfew of eve
And not be thrown out by the matin’s bell:
And truly, I reiterate, nothing’s small!
No lily-muffled hum of a summer-bee,
But finds some coupling with the spinning stars;       55
No pebble at your foot, but proves a sphere;
No chaffinch, but implies the cherubim;
And (glancing on my own thin, veinèd wrist),
In such a little tremor of the blood
The whole strong clamour of a vehement soul       60
Doth utter itself distinct. Earth’s crammed with heaven,
And every common bush afire with God;
But only he who sees, takes off his shoes,
The rest sit round it and pluck blackberries,
And daub their natural faces unaware       65
More and more from the first similitude.


Elizabeth Barrett Browning 

17:43, vivincia
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 27
| < Wrzesień 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
O autorze